#41 "Żona" Meg Woltizer

"...człowiek się starzeje, a jego życie się wypala, jak zużyta bateria. Wszystko co kochał, nagle płowieje i ginie mu z oczu, a jeśli nawet uda mu się to na powrót odnaleźć, to okazuje się, że brakuje czasu i sił, by kochać to tak, jak kochał dawniej..."

Ponownie dopadło mnie to dziwne uczucie, że ze mną coś nie tak. Trafiłam bowiem na kolejną książkę, którą wszyscy chwalą a ja kręcę nosem z niezadowoleniem. Dochodzę jednak do wniosku, że nie musi podobać mi się to co wszystkim, a wszystkim to co mi... co powiecie na taki kompromis?

Pozostaje jeszcze jedna drażliwa kwestia, która w ostatnim czasie zostaje poddawana gorącym dyskusjom! Negatywne opinie...i wydawnictwa. Wybaczcie Kochani, ale ja staram się być wierna sobie i swoim przekonaniom. Otwarcie mówię co myślę i przez to nie raz, nie dwa miałam już "przechlapane". Nie zrażam się. Wierzę, że docenicie szczerość, a jednocześnie zgodzicie się ze mną, że recenzent (w szerokim tego słowa znaczeniu) to osoba, która sprawdza, testuje a następnie wydaje opinię - pozytywną lub negatywą. Jak daleko recenzentom książkowym do krytyków? Pewnie daleko... ale myślę, że to dobry kierunek naszego rozwijania się i pogłębiania pasji. 

Po co jednak ten wywód? A no po to by teraz bezkarnie ponarzekać. 
Mówiła - jestem typową kobietą.
Ale do rzeczy, co by mniej wytrwałych czytelników nie zanudzić...




"...pierwsze żony są szurnięte, histeryczne i porywcze - strzelają dziko oczami, wiją się jak piskorze, jęczą, buchają płomieniami, marszczą się i rozkładają w oczach..."


Wczoraj późno w nocy skończyłam czytać "Żonę" Meg Woltizer. Książka została wydana nakładem Wydawnictwa W.A.B i bardzo szybko zyskała grono zagorzałych fanów. Prześledzenie pojawiających się w sieci opinii wzbudziło we mnie przekonanie, że oto mam przed sobą książkę wybitną, wyjątkową, która rzuci mnie na kolana. 
Jak było faktycznie? Już w trakcie czytania szło mi dosyć opornie. Z natury jestem jednak dosyć uparta więc czytałam dalej z nadzieją na "coś" co mnie przekona. Niestety...

Postaram się  być jednak obiektywna. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że książka była zła, ponieważ mijałabym się z prawdą. "Żona" bez żadnych wątpliwości została napisana bardzo poprawnie, a treści w niej zawarte przekazano bogatym językiem. Nie zabrakło tutaj również pewnej płynności wypowiedzi i przejrzystości. Cały czas wiedziałam, o co chodzi, mimo częstych "powrotów do przeszłości". Narrator wszechwiedzący w pierwszej osobie, a konkretnie w osobie tytułowej żony prowadził narrację spójnie i bardzo dojrzale. Jednak dobry warsztat pisarski to dla mnie zdecydowanie za mało!

"Człowiek potrzebuje czegoś więcej, czegoś, czego może się uchwycić i co sprawi, że poczuje się lekki i silny. W przeciwnym razie znowu opadną go zmory przeszłości, upadki i niepowodzenia..."

Oczywistym jest, że to historia opowiadana na kartach każdej książki ma nas porwać, ująć za serca i zawładnąć naszym umysłem. W przypadku "Żony" autorka miała  ciekawy pomysł, ale dla mnie okazał się on zbyt przewidywalny. Już po kilkudziesięciu stronach miałam pomysł na zakończenie i trafiłam w 100%. Zabrakło więc efektu zaskoczenia...


W książce brakowało mi zatem wartkości akcji. Dziać, tak naprawdę dziać, zaczęło się na samym końcu. Trochę późno, trochę mało. Osobiście czuję niedosyt... 


Poruszę jeszcze jedną kwestię. 
Spore grono recenzentów niezwykle pozytywnie wypowiadało się przede wszystkim o głównej bohaterce. W opiniach panował wszechobecny podziw dla jej postawy, siły i determinacji. Mnie Joan drażniła. W moich oczach kobieta ta przejawiała jedynie uszczypliwość, brak empatii, narcyzm  i egoizm w czystej postaci. Skoncentrowana na sobie bała się wziąć życie w swoje ręce -  i to nie przez męża, który ją nudził, drażnił i irytował, ale przez głęboko skrywane przeświadczenie, że jako kobieta nic nie osiągnie. Joan była dumna i pewna siebie, a potrafiła być też wycofana, przestraszona i do końca żyjąca w kłamstwie. Pycha i próżność emanowała z niej na każdym kroku, mimo że sama zarzucała to mężowi...

Podsumowując moja ocena to mocne 5 na 10. Plusy za warsztat, język, pomysł. Minus to przede wszystkim przewidywalność i brak akcji. Jednak sięgnijcie sami bo jak zauważyłam już na wstępie tego wpisu okazuje się, że moja opinia dalece odbiega od tych, które wyrażają inni czytelnicy. 

Wydawnictwo W.AB.
Tytuł oryginału: The Wife
Przekład: Paweł Laskowicz
Stron: 253 


Aby odszukać książkę kliknij TUTAJ :)







Komentarze

  1. Nawet najlepszy warsztat nie uratuje książki, która jest nudna i przewidywalna. Do tego narracja pierwszoosobowa, której nienawidzę, ja chyba za tę książkę podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie wolę książki z narracją pierwszoosobową, ale w tym wypadku czułam już przesyt. Wejście w umysł bohatera ma być przyjemnością, nowym doświadczeniem, a ja bardzo szybko zaczęłam się męczyć. Niestety biorąc pod uwagę całą masę pozytywnych opinii mogły to być tylko moje prywatne odczucia i książka mogła nie trafić tylko w mój gust ;)

      Usuń

Prześlij komentarz