#35 "Nocny człowiek" Jorn Lier Horst

Dziś o książce, która wyszła spod pióra nieprzypadkowej osoby. Jorn Lier Horst – bo o nim mowa – to pisarz, który swoją karierę zawodową rozpoczął od pracy w wydziale śledczym policji. Podstawą jego warsztatu stały się również studia z zakresu kryminologii, filozofii i psychologii…
Sięgając po jego książki można zatem przypuszczać, że wykorzysta w nich zdobytą przez lata doświadczenia wiedzę...



„Nocny człowiek” to kolejna część serii o Williamie Wistingu uchodzącej za światowy bestseller. Dla mnie był to pierwszy kontakt z twórczością Horst'a i przyznaję, że pewnie nie ostatni mimo że książka budziła we mnie zgoła mieszane odczucia. Dlatego też tak długo zbierałam się do napisania o niej opinii. Zastanawiałam się bowiem jak ubrać w słowa mętlik, który książka wywołała w mojej głowie. Czy udało się mi uporządkować ten niewielki chaos? Oceńcie sami... :)

Zacznę od tego, że z jednej strony bardzo podobała mi się fabuła książki i to chyba chęć rozwikłania kryminalnej zagadki przyciągnęła mnie do niej na kilka godzin, a z drugiej - pierwszy raz muszę stwierdzić, że wartkość akcji trochę mi przeszkadzała. 
Dlaczego? W książce działo się bardzo dużo. Autor nie pozwalał czytelnikowi na nudę i brak wydarzeń znacząco wpływających na postępy prowadzonego śledztwa. Niektóre sceny były natomiast opisane zaskakująco oszczędnie - myślę tu np.  o kulminacyjny momencie w książce, w którym pojawia się śmiertelne zagrożenie - zamknięto go w kilku zdaniach, w dynamicznym opisie na zaledwie dwóch stronach. 
Działo się więc bardzo dużo, a mimo wszystko zabrakło takiego typowe budowania napięcia. Czułam się zaskoczona! W pewnym momencie pomyślałam: "ale to już? już po wszystkim?"

Dynamiczności dodawało książce podzielenie jej na bardzo krótkie rozdziały. Wiele z nich zawierało opisy miejsc, zdarzeń, zachowań, czy też zwykłych czynności wykonywanych przez bohaterów, które przynajmniej w moim odczuciu nie wnosiły do fabuły książki nic nowego. Stawały się jedynie 'wypełniaczem', sztucznym 'pompowaniem' objętości książki. 

Podobnie negatywnie muszę ocenić wpleciony w fabułę wątek erotyczny. I żebyście mnie źle nie zrozumieli - nie uważam, że bohaterowie kryminałów nie mają prawa do miłosnych uniesień! Wolę jednak, gdy wątek kryminalny przeplata się z miłosno/erotycznym i są w pełni spójne. W prezentowanym przypadku tak się jednak nie działo. Pojawiały się fragmenty, w których z kryminału nagle robiło się romansidło ;)

A bohaterowie?
Pozytywnie odebrałam postać Williama Wistinga, który swoim spokojem, opanowaniem i ogromnym doświadczeniem krok po kroku zdobywał kolejne dowody, kolejnych świadków, kolejne informacje. Trudno się dziwić, że w swoim dochodzeniowym zespole budził respekt, ale też szacunek i zaufanie. 
Nie mam wątpliwości, że postać Wistinga to 100% odzwierciedlenie umiejętności i wiedzy zdobytej przez pisarza w trakcie pracy w policji. Na każdym kroku przewijały się bowiem opisy metod dochodzeniowych, czy chociażby psychologiczne podejście do świadków podczas ich przesłuchiwania. Autor wielokrotnie wyjaśniał czytelnikowi, dlaczego bohater postępuje tak a nie inaczej i co przez określone działanie chce osiągnąć. 

Odmienne emocje wzbudziła we mnie córka Wistinga Line. Dziennikarka, która po trupach dąży do celu, bez względu na koszty, konsekwencje i ryzyko. Line miała tylko jeden cel - być pierwszą, być najlepszą, być na pierwszej stronie. W moim odczuciu to postać wielce egoistyczna, która w dążeniu do realizacji własnych celów zapominała o innych... 


Po lekkiej krytyce i wymienieniu kilku zalet przejdźmy jednak do głębszych sensów i treści, których nośnikiem jest książka, bo nie da się zaprzeczyć, że takowe się w niej znajdują. 
O czym mowa? Myślę tutaj głównie o czterech fundamentalnych wątkach. Niestety aby nie spojlerować zmuszona jestem bardzo oszczędnie nadmienić, że autor w "Nocnym człowieku" dokonuje analizy społecznych zachowań, przedstawia problemy współczesnego świata i nakreśla z jaką przestępczością musi walczyć wymiar sprawiedliwości. Opisany w książce wątek kryminalny to dowód na to, że tuż obok nas może rozgrywać się niewyobrażalny horror ludzi niewinnych, bezbronnych i pozbawionych szans na pomoc z jakiejkolwiek strony. 
Pisarz ukazuje przy tym trudy pracy śledczych, przeszkody pojawiające się na drodze do rozwikłania zagadek brutalnych zbrodni. Podkreśla również, że praca ta wymaga silnego charakteru, jeszcze silniejszej psychiki i nade wszystko odwagi by dzień w dzień stawiać czoło wyzwaniom i obrazom, które wryją się w pamięć już do końca życia. 

Jak już wspominałam obok pracy policji głównym wątkiem staje się w książce dziennikarstwo śledcze, którego główną, ale nie jedyną przedstawicielką jest Line. Dziennikarstwo to może mieć ogromny wpływ na śledztwa prowadzone przez Policję. Raz będzie pomocne, a raz stworzy śmiertelne zagrożenie. Pytanie: czy istnieje szansa na zachowanie zdrowego rozsądku i pewnych granic???



Podsumowując - dla tych, którzy zwątpili, czy bardziej krytykuję, czy chwalę - przeczytajcie "Nocnego człowieka".
Wierni fani Horsta wiedzą pewnie o co chodzi. Książka ma wprawdzie wady, ale jest nośnikiem treści, które powinny trafić do szerszego grona odbiorców. W pewnym sensie zmusza nas ona do myślenia i dostrzeżenia mechanizmów rządzących naszym społeczeństwem. Warsztat literacki, przy naprawdę dobrym wątku kryminalnym, schodzi na drugi plan.



Tytuł oryginału: Nattmannen
Przekład z języka norweskiego: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Sopot 2018
Premiera: 14.08.2018 r.

Kliknij w logo, aby przejść do strony wydawnictwa:
 

Komentarze