#43 "Tyle miłości" Rebecca Rosenblum

Życie bywa niezwykle przewrotne, ulotne i zmienne. Z minuty na minutę zmienia się o 180 stopni i zmusza człowieka do dostosowywania się do nowych okoliczności, nowych warunków, nowej rzeczywistości. Wielokrotnie niesprawiedliwe, trudne i bolesne historie stają się bazą dla książek, których fabuła porusza czytelnika i zmusza go do głębokich refleksji. Thriller „Tyle miłości” autorstwa Rebecci Rosenblum to niezwykle emocjonalny thriller o życiu, śmierci, strachu, ludzkich potrzebach oraz fizycznych i psychicznych problemach pojawiających się po traumatycznych przeżyciach. 



Książka powinna w moim odczuciu trafić w ręce przede wszystkim osób, które są w związkach, tak aby mogły nauczyć się doceniać i szanować to, co mają na co dzień, ale jednocześnie spojrzeć na swoje życie z dystansu i ocenić, czy nie przeoczyły momentu, w którym coś zaczęło wpływać destrukcyjnie na nich samych i ich związki. 

Czytając opis z tyłu książki i zagłębiając się w pierwsze jej strony można odnieść wrażenie, że będzie chodzić tu tylko o emocje, nerwy i ból związany ze stratą. Stratą, z którą muszą zmierzyć się bliscy Catheriny Reindeer porwanej sprzed budynku restauracji. Catherina to młoda, niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, studentka, mężatka, szczęśliwa kobieta, która pewnego dnia znalazła się w złym miejscu i w złym czasie. Jej los zostanie nam w książce wyjaśniony. Dowiemy się kim był porywacz i co zrobił Catherinie. Temat ten jednak jest tylko bazą, punktem "wejścia" i "wyjścia" dla innych rozważań. 

Autorka przedstawia nam bardzo intymne myśli i problemy męża Catheriny, jej matki, znajomych z pracy, profesora itp. Okazuje się bardzo szybko, że jej tragedia wywarła ogromny wpływ na życie ludzi, którzy nawet nie znali jej osobiście. Los Catheriny oraz brak wiedzy, co się z nią dzieje był dla wielu osób głównym tematem rozmów i wewnętrznych rozważań. 

Lektura tej książki była dla mnie jednak czymś więcej niż tylko dostrzeganiem tragedii. Na każdym kroku, w każdym wersie dostrzegałam w niej oznaki miłości. Każdy bohater - bez wyjątku ( i mówię tutaj również o psychopatycznym porywaczu) - okazywał miłość. Tytuł książki jest zatem strzałem w dziesiątkę ponieważ w pełni oddaje główne (w moim odczuciu) przesłanie książki. Ból, strata  i cierpienie były tylko powodem, pretekstem ukazania ogromnej ilości uczuć. Miłość do żony, dostrzeganie i docenianie drobiazgów z codzienności określających siłę uczucia, drobne gesty i zachowania, zazdrość, gniew, łzy i bezsilność, troska, oczekiwanie, pomaganie... wszystko sprowadzało się do słowa KOCHAĆ, kochać bezgranicznie. 

Znajdziecie tutaj prostą miłość do literatury, do książek, do kota, do przedmiotów codziennego użytku, do pracy, do nauki - i tę trudniejszą... do partnera, do dzieci, do przyjaciół, znajomych, współpracowników, ludzi, których nawet się nie zna. Książka "Tyle miłości" ukazuje ogromny wachlarz możliwości okazywania i wyrażania uczuć, a nade wszystkim pojawienia się miłości tam, gdzie na pierwszy rzut oka być jej nie może lub jej istnienie może być trudne. 

Wybaczcie, że serwuję Wam tak ogólnikowe rozważania. Thriller ten jest jednak tak skonstruowany, że zdradzanie większej ilości faktów z fabuły byłoby zwykłym spojlerowaniem, którego ja bardzo chcę uniknąć. Stopniowe odkrywanie losów bohaterów pomaga w zagłębianiu się w ich uczucia i zanalizowaniu kolejnych pojawiających się emocji. 
Nie chcę Wam tego odbierać. Czuję się jednak zobowiązana uprzedzić, że książka nie jest lekka i łatwa. Porusza tematy trudne, ciężkie, przepełnione bólem. Nie jest książką, która wprawi nas w dobry, lekki nastrój. Przygotujcie się na sporą dawkę emocji, być może łzy? Wszystko zależy od poziomu Waszej wrażliwości... 
Niezależnie jednak od tego, jak odbieracie takie pozycje, jak bardzo przeżywacie emocje opisywane w książkach - uważam, że mogę ją Wam polecić...

Trochę prywaty...
Książka "Tyle miłości" została zabrana przeze mnie w podróż. Oczywiście wiedziałam, że podczas wakacji w Peru nie będzie czasu na czytanie, ale miałam nadzieję, że przez te 3 tygodnie znajdę chociaż po kilka minut dziennie na przeczytanie kilku stron. Czytałam - a obok zawsze był mój partner. I nie pytajcie, ile razy w trakcie lektury brałam go za rękę, ściskałam mocno, całowałam go i mówiłam co do niego czuję. Książka ta pokazała mi że trzeba doceniać wszystko co się ma i dbać o to. Przede wszystkim szanować i pielęgnować uczucia, które są lub rodzą się między nami. Słów 'kocham cię', 'potrzebuję cię', 'cieszę się, że jesteś' itp. nigdy nie będzie za wiele. Zawsze jest dobry czas by wyrażać uczucia i emocje. Może przyjść bowiem dzień, że będzie za późno by coś zmienić, a czasu nie da się cofnąć. Z życia i miłości trzeba czerpać pełnymi garściami...

Komentarze

  1. Niesamowicie podoba mi się to, co napisałaś na końcu. W przyszłym roku czeka nas 14 lat razem. Z Adrianem połączyła mnie miłość nastoletnia, która przez te lata zmieniła się i dojrzała, razem z nami. I właśnie najbardziej boję się straty, takiej bezpowrotnej. Ostatnio dużo o tym myśle, doceniam 100 razy bardziej każdy dzień, każdy gest.

    A po książkę na pewno sięgnę!

    Pozdrawiam,
    Monia z onalubi.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę tylko pogratulować stażu i ...przede wszystkim miłości. Oby rozwijała się dalej i była jeszcze lepsza i piękniejsza. W dzisiejszych czasach trudno o tak stabilne związki. Tylko brać z Was przykład...:)
    Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz