#29 "Niedobry pasterz" Przemysław Borkowski

Mam natłok myśli. To chyba najlepszy wstęp do tego wpisu. Od kilkunastu minut siedzę przed komputerem, dłonie na klawiaturze gotowe są by przelać myśli, słowa "na papier". Mam jednak problem - jak ubrać je odpowiednio? Jak oddać emocje, które obudziła we mnie książka Przemysława Borkowskiego? Trudne to, ale spróbujmy...




Pamiętacie lata szkolne? Lekcje języka polskiego, na których 'rozbierało się' każdą lekturę na części pierwsze? Kawałek po kawałku dobieraliśmy się do postaci, wątków, motywów, znaczeń i sensów. 
Szukaliśmy odpowiedzi na pytania kim są bohaterowie, co nimi kierowało, jaki wpływ na ich losy miały konkretne miejsca lub wydarzenia...
Czytając 'Niedobrego pasterza' nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to właśnie w jego przypadku można pokusić się o taką dogłębną analizę wszystkich zawartych w nim wątków. 
Nic, absolutnie nic nie było pozostawione tutaj przypadkowi. Każdy - nawet najmniejszy - element fabuły był niezwykle ważnym fragmentem całej kryminalnej zagadki. A co najważniejsze - zagadki, która do ostatniej chwili pozostawała nierozwiązana, do ostatniej chwili była niewiadomą, a jej odkrycie było ni mniej ni więcej zaskakujące. 

Wybaczcie jednak, ale w owym wpisie nie ma ani miejsca ani czasu, aby dokonać szczegółowej analizy fabuły. Skupię się na jednym, może dwóch elementach - to niestety musi Wam wystarczyć ;)

Zaczynajmy!

Nie mam wątpliwości, że dokonując chociażby pobieżnej analizy książki nie można nie pochylić się nad postacią psychologa Zygmunta Rozłuckiego. Stwierdzenie, że Rozłucki był głównym bohaterem to zdecydowanie za mało. Jego myśli, słowa, działania, emocje, wewnętrzne rozterki wypełniły fabułę po brzegi. Narrator nie opuszczał go nawet na krok, pokazywał jego wszystkie słabości, lęki, i uczucia. A musicie uwierzyć mi na słowo - było tego bardzo dużo!

Rozłucki był postacią bardzo złożoną, taką, której nie da się opisać w kilku prostych słowach. Analiza jego osobowości bez wątpienia wymagać może wiedzy psychologicznej. Wybaczcie - ja jej nie mam, więc ograniczę się tylko do spostrzeżeń zwykłego, prostego czytelnika.

Rozłucki z wykształcenia i zawodu był właśnie psychologiem, który pewnego dnia odkrywa w sobie duszę detektywa i  stara się rozwikłać tajemnicę morderstwa piętnastoletniej dziewczyny.  

Podczas prowadzonego śledztwa poznaje mroczne tajemnice mieszkańców podolsztyńskiej miejscowości. Wszelkimi znanymi sobie sposobami i metodami próbuje dotrzeć do każdego, kto mógł mieć jakikolwiek związek ze sprawą. Jest niezwykle uparty i dąży do celu nie zważając na nic i na nikogo. Obrany kierunek działań jest bowiem dla niego jedynym sensem egzystencji. Dlaczego? 

Nie będzie wielką zbrodnią jeśli zdradzę Wam, że Rozłucki miał problemy sam ze sobą. A dokładniej z uczuciami, którym obdarzył pewną kobietę. Kobieta ta odebrała mu wszystko, co można nazwać zdrowym rozsądkiem - on przyznaje wprost, że kocha ją bez pamięci i ...bez wzajemności. Trzyma się jednak uparcie nadziei, próbuje nawiązywać kontakt i zbliżać się do niej. Karolina  - bo tak miała na imię - jest jednakże wyjątkowo nieczułą, bezwzględną kobietą pozbawioną wyższych uczuć, a już na pewno daleką od planów tworzenia stałego związku. 

Rozłucki zatraca się w tym destrukcyjnym uczuciu, nie dostrzega okrutnej prawdy oraz tego, że obok pojawia się inna godna uwagi osoba. Czy przyjdzie otrzeźwienie? Tego musicie dowiedzieć się sami sięgając po książkę...




Wracając jednak do wątku kryminalnego muszę przyznać, że autor miał świetny pomysł. Każda postać została dokładnie przemyślana, wręcz 'skrojona na miarę'. Każda postać mogła być mordercą, ba! przeszło mi nawet przez myśl, że sam Rozłucki mógł maczać w tym palce! W pewnym momencie trudno było bowiem oprzeć się wrażeniu, że on sam nie do końca wiedział, co jest prawdą a co wytworem jego pijackiej wyobraźni...


Borkowski zaskoczył mnie też lekkością języka. Opowieść snuta była niezwykle lekko...pozbawiona zbędnych opisów, niepotrzebnych dialogów i przemyśleń. Nie brakuje w niej 'mocnych tekstów', ale też specyficznego humoru... wszystko trafione było 'w punkt'. 

Swoją drogą - wiedzieliście, że autor jest jednym z członków i autorem tekstów Kabaretu Moralnego Niepokoju?  Śmiem twierdzić, że to w dużej mierze tłumaczy wspomnianą wyżej lekkość pióra :)



p.s. Na koniec drobna czytelnicza rada. "Niedobry pasterz" to druga książka Borkowskiego o losach psychologa Rozłuckiego. Jeśli macie taką możliwość zachowajcie kolejność i zacznijcie od lektury "Zakładnika". Dlaczego? W "Niedobrym pasterzu" wydarzy się bardzo dużo. To jak zakończy się ta historia miałoby ogromny wpływ  odbiór fabuły "Zakładnika". 


Wydawnictwo Czwarta Strona
Premiera: 9 maja 2018 r.
Stron: 487



Komentarze