#28 "Wyklucie" Ezekiel Boone

Dziś z całą pewnością mogę stwierdzić, że ze mną jest 'coś nie tak'. Wiem, wiem - wiele osób, które zna mnie osobiście mówiło mi to wielokrotnie. Starałam się jednak przed tym bronić - no bo kto chce się przyznać - i to przed samym sobą - że odstaje od normy? :)

Skąd więc moje dzisiejsze wnioski? A no stąd, że skończyłam czytać książkę Ezekiel'a Boone "Wyklucie". Przyznaję, czytało mi się ją bardzo długo, ale raz, że dopadła mnie tzw. 'czytelnicza niemoc', a dwa z każdą stroną chciałam coraz bardziej wiedzieć, jak ta mroczna historia się rozwinie, a jednocześnie kusiło mnie, żeby odłożyć książkę na bok i już po nią nie sięgać.



Więc już na wstępie zapowiadam i przepraszam wydawców - polecanie tej książki przychodzi mi z trudem. Dlaczego? Bo jak polecać komuś historię, która mnie przyprawia o dreszcze? Gdy po przeczytaniu tych kilkudziesięciu stron spoglądam co chwilę dookoła - z przerażeniem wypatrując małego czarnego potwora? Jak skazać kogoś świadomie na zagłębienie się w świat zawładnięty przez PAJĄKI?! 


Jeśli jednak jeszcze nie zrezygnowałeś z czytania tego wpisu to teraz szczerze i bez dowcipkowania - naprawdę WARTO. Oczywiście pod warunkiem, że lubisz się bać, że nie boisz się stawiać czoła swoim lękom. Książka przeniesie Ciebie bowiem w rzeczywistość, w której na każdym kroku pojawia się realne ryzyko spotkania na swojej drodze pająków. Nie jednego, nie dwóch - a tysięcy. Nie zwykłego, a zmutowanego. Nie samotnika, a pająka kolonizatora. Pająka zaprogramowanego na zabijanie, zjadanie ludzi i rozmnażanie się. 

Jeśli jeszcze Twoja wyobraźnia nie wytworzyła obrazu odstraszającego, śmiertelnie niebezpiecznego stworzenia to sięgnij po książkę i przekonaj się na własnej skórze, że gdy kolejny pająk wedrze się w ciało swojej ofiary - Ty poczujesz mrowienie na karku. 

Ja mam dreszcze do tej pory. I mimo że co do zasady nie lubię książek zdominowanych przez opisy, a pozbawionych dialogów - stwierdzam,  że tutaj autor trafił w dziesiątkę. Budował napięcie powoli. Ukazywał śmiercionośną siłę z różnych perspektyw, różnych miejsc i z perspektywy różnych ludzi. 
Dokładne opisy... mordów dokonywanych przez pająki sprawiały jednak, że bałam się coraz bardziej...

Czy ja już wspominałam, że i bez tej książki panicznie boję się pająków? 
A więc tak - zdecydowanie - arachnofobia nie jest mi obca. Piszczę, krzyczę i płaczę na widok nawet najmniejszego przedstawiciela owego gatunku. Czy więc po przeczytaniu tej książki boję się jeszcze bardziej? 

I tak, i nie.

Wariatka powiecie. 

No cóż. Stąd moje stwierdzenie już na samym wstępie wpisu, że 'coś ze mną nie tak'. 
Śpieszę z wyjaśnieniem.


Z jednej strony  bardzo rzeczywiste opisy pobudziły wyobraźnię, a wręcz zobrazowały lęki, które siedziały we mnie gdzieś głęboko już od dziecka - a z drugiej...

Z drugiej autor podał szereg argumentów potwierdzających, że pająki to nieszkodliwe z punktu widzenia człowieka istoty. Jeśli bowiem przebijemy się przez warstwę fikcji literackiej, a skupimy się tylko na rzeczywistości, na faktach  - dowiemy się, że "pająki biegają po ziemi od co najmniej trzystu milionów lat i jest ich mniej więcej trzydzieści pięć tysięcy gatunków. Towarzyszą ludzkości od zarania dziejów przemykając na granicy światła rzucanego przez ogniska, plotąc sieci i niemiłosiernie nas strasząc, mimo że poza kilkoma wyjątkami są niegroźne."

Czytając dalej pojawiają się pytania, o to, czemu tak naprawdę boimy się tych małych istot, czy w przypadku "większych gatunków" chodzi np. o ich "sierść"

"Gatunki z podrzędu Mygalomorphae, do którego należą ptaszniki, mają włoski parzące, ale co z tego? One nie są groźne dla ludzi. W najgorszym razie wywołują delikatne podrażnienie. A spośród tych kilku gatunków, które mogą skrzywdzić albo nawet zabić człowieka, wiele wygląda stosunkowo niegroźnie. (...) Prawie milion osób rocznie wymagało szycia z powodu ugryzień psów, podczas gdy pająki - poza cholernie rzadkimi wypadkami - kiedy kogoś dziabnął pustelnik brunatny - zajmowały się przede wszystkim zmniejszaniem populacji komarów".

No i teraz powiedzcie szczerze - czy do Was nie trafiają takie argumenty? Patrzę teraz w lustro i sama się zastanawiam - czego ja się tak bałam przez te swoje 30 lat?? Małego pajączka, który ucieka, gdy tylko JA pojawię się w jego zasięgu?

Książka zatem do polecenia - ale zdecydowanie dla osób o mocnych nerwach i żołądkach. 
Jednego jestem jednak pewna - filmu stworzonego na podstawie książki oglądać być nie chciała, a już na 100% nie w kinie w 3D. Zawał murowany. Trochę uświadomiona, ale bez przesady :) 

p.s. biura podróży mogą podziękować autorowi za polecenie Peru, Indii i Chin jako szczególnie polubionych przez pająki miejsc :D



Wydawnictwo Insignis
Stron: 307
Premiera: 9 maj 2018 r.

Komentarze